Archiwum dla Luty, 2011

- Ludzie zginęli cudownie.

Posted in Film tagi , on Luty 16, 2011 by Paweł

Dla odmiany recenzja. Z racji niedawnego seansu, nie pierwszego i pewnie nie ostatniego. Recenzja nie byle czego, mianowicie znakomity dramat wojenny “Ścieżki Chwały” Stanleya Kubricka z 1957 roku. Recenzja niestety nie zmieściła się w ramach filmweb.pl, gdzie weryfikator podsumował, cytat dosłowny:  ”za dużo o fabule, drobne literówki. Proszę o mniej gurnolotny styl”. Niewątpliwie jest to dowód na rosnący poziom tego portalu, a jako że przerabiać jej nie zamierzam to i zmieści się tu doskonale. Niemniej radzę mieć uwagi filmwebu na uwadze przy czytaniu.

Patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaka – w jednej ze scen pułkownik Dax (Kirk Douglas) przywołuje sentencje brytyjskiego pisarza okresu oświecenia Samuela Johnsona. W swoim pierwszym dramacie wojennym Stanley Kubrick udowadnia, że armia nie jest normalnością, wojna jest szaleństwem, armia w czasie wojny jest domem wariatów. Tutaj jeden absurd pociąga za sobą kolejne, ale irracjonalność sytuacji jest dostrzegalna właściwie jedynie zewnętrznie przez samego widza. Sama machina wojskowa oliwiona absurdem pracuje bez zacięcia, a nawet jeszcze lepiej. Kuriozalne, że cały nonsens przyobleczony w mundur to właściwie żywy realizm, praktycznie wszystkie przedstawione sytuacje to nie wydumana filmowo i fabularnie historia, ale powtarzalna wojskowa czy wojenna rzeczywistość. Celowo nie wspominam, gdzie toczy się akcja i podczas której wojny, sens i wymiar filmu właściwie jest ponadczasowy, a mundury można zamienić na dowolnie inne.

Czy to mundur degraduje człowieka, czy może przyciąga do siebie odpowiedni ludzki materiał? Mundur niczym skażony dżumą zaraża ludzi. Nie oprze się jej cyniczna generalicja. Widzimy jak w przepysznych pałacowych wnętrzach, w trakcie kurtuazyjnych dżentelmeńskich rozmów wysyła się ludzi na śmierć. Dla generałów życie żołnierza jest cenne dopóki w grę nie wchodzi ich własne powodzenie i pozycja, chętnie rozstrzelają żołnierzy dla przykładu byle nie za dużo i nie za mało, tak w sam raz. Nawet egzekucja może być w ich mniemaniu nieznośna albo elegancka (“- Ludzie zginęli cudownie”). Doświadczony generał, najpewniej o przejściach frontowych na co wskazują jego blizny, daje sie skorumpować ledwo propozycją awansu, kiedy trzeba nie omieszka nawet wydać rozkazu ostrzelania własnych żołnierzy. Oficerskie szlify zyskują na racjonalności dopiero w bezpośrednim zderzeniu z frontem, odłamki latające wokół powodują że trudno otępieć, jednak człowiek z gruntu zły na pewno w tej sytuacji nie stanie się lepszy. Tchórzliwy porucznik najpierw omyłkowo zabija jednego z żołnierzy, drugiego jako potencjalnego świadka niegodziwości posyła na śmierć. Z drugiej strony kapitan artylerii odmówi ostrzelania własnych ludzi, a pułkownik Dax zaryzykuje bardzo wiele podejmując się obrony swoich żołnierzy wszelkimi sposobami. Może więc przyzwoitość zawsze się obroni nawet w zinstytucjonalizowanym szaleństwie? Tylko czy w końcu Dax odmawiając przyjęcia awansu robi to z poszanowania elementarnych ludzkich zasad, które na jego oczach zostały pogwałcone czy może obawiając się, że któregoś dnia dowodzenie zza biurka i jego zmasakruje psychicznie podobnie jak jego przełożonych?  W końcu prości żołnierze płynnie dryfujący od ideałów w najpodlejsze instynkty. Paradoksalnie najdzielniejsi stają przed plutonem egzekucyjnym za tchórzostwo. Jeden ze skazanych w ostatniej chwili pyta dlaczego nie zostaną rozstrzelani nie tyle pozostali, co także pozostali…

Jakby ukojeniem dla przytłoczonego widza zdaje się być ostatnia scena filmu. Oto zahartowani w rzeźnickich okopach pierwszej wojny szczęśliwcy weterani, wydawałoby się wyprani już z wszelkich uczuć, emocji, pogodzeni z losem, nierzadko ze śmiercią, drwią i dworują sobie bez zahamowań z młodej Niemki czyli wroga jeszcze mniejszej wartości niż wrogi żołnierz. Zrezygnowana twarz pułkownika Daxa widzącego swoich żołnierzy mówi sama za siebie – wojna degeneruje, zmienia nawet największych idealistów, prowadzi do upadku moralnego ludzi jako jednostek społecznych. I stoi ta biedna Niemka, jak owieczka przed stadem wilków, nieśmiało zaczynając śpiewać…A zaczyna śpiewać po niemiecku starą niemiecką piosenkę o huzarze, który zginął na wojnie zostawiając ukochaną. Mimo, że Francuzi przecież nie rozumieją ani słowa to jednak zamierają jak zaczarowani, co czują, myślą w tym momencie? Tego nie wiadomo, ale wydaje mi się, że każdy myśli i czuję to co siedzi w jego głowie, o bliskich, poległych, życiu, śmierci, bezsensie losu, współczuciu, cokolwiek myśli to teraz w środku wojny znowu jest po prostu – człowiekiem. Tak jak człowiekiem, aniołem wręcz staje się ta młoda Niemka, która daje im rozrywkę, ale i rozgrzeszenie, przesłanie: wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi. Jeżeli jutro zginą to otrzeźwiali, znowu jako ludzie, nie zwierzęta.Pocieszające, że dla żołnierzy jest jeszcze jakaś nadzieja, jeżeli nie na życie to psychiczną równowagę. Jeden niespodziewany ludzki impuls jest w stanie przywrócić im normalność. Normalność jednak to kiepska namiastka kiedy generalscy szaleńcy będą grać ich życiem, niczym pionkami na szachownicy w wielkiej grze możnych i wysoko postawionych.

Film technicznie jest zrealizowany perfekcyjnie. Już od pierwszych chwil zwracają uwagę niebanalne ujęcia, kadrowanie i praca kamery. Wstydliwie widzimy lepiej, więcej i bliżej niż byśmy chcieli, ale nie jako ktoś obcy zza kadru i nie nachalnie w dzisiejszym stylu, raczej jako stojący w półdystansie bezpośredni świadek. Montaż płynie wartko do przodu. Nie ma tu ślepych zaułków i niepotrzebnych scen, tych może nawet jest za mało, ale też nie odnosi się wrażenia by czegokolwiek brakowało do całości obrazu. Scenografię w szerokim planie można podziwiać szczegół po szczególe. Zwraca uwagę skrupulatne oświetlenie jako jedna ze stałych obsesji Kubricka. Oczywiście jakakolwiek pochwała filmu nie miałaby sensu, gdyby nie wyśmienite aktorstwo, znakomita rola Kirka Douglasa jest oczywistością. Nie jestem jakimś znawcą klasyki lat pięćdziesiątych, niemniej po dorobku aktorskim i efektach na ekranie widać, że reżyser nie pozwolił sobie na przypadek w obsadzie. Może za wyjątkiem epizodu Christiane Harlan w jedynej roli kobiecej, zresztą chyba olśniewającej nawet dla samego Kubricka, pojął ją zresztą za żonę.

Podsumowując film jako całość, właściwie może przerażać racjonalny naturalizm, brak tu nachalnej filozofii wciskanej widzom do głów, jeżeli w rzeczywistości w okopach dziennie ginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a w jednej bitwie setki tysięcy to ten film jest wręcz delikatny w wyrazie. Kubrick, niczym wytrwany chirurg serią precyzyjnych cięć, tnie z lekkością jedna po drugiej praktycznie wszystkie zatrute wnętrzności tej specyficznej ludzkiej profesji uprawianej w mundurze. A robi to z takim nieznośnie wymiernym efektem, że właściwie już wszystkim późniejszym filmom celującym w antywojskowość od najrozmaitszych stron, będzie brakować jakiejś cząstki kompletności obecnej w dziele Kubricka.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.