Świadomość określa się jako odczuwanie własnych procesów myślowych oraz otaczających zjawisk. Ciekawe, że samo pojęcie świadomość wywodzi się łacińskiego “conscientia”, oznaczało wiedzę dzieloną z kimś, często wiedzę tajną, dzieloną między konspiratorami.
Wiedza jako pojęcie uniwersalne, posiada wiele cząstkowych określeń i znaczeń. Klasyczna definicja wiedzy według Platona, mówi iż wiedza to prawdziwe, uzasadnione przekonanie.
Informacja to mniej lub bardziej kompletna znana właściwość obiektów, której istotą jest zmniejszenie niepewności.
W dużym uproszczeniu nasza świadomość ogólna bądź szczegółowa, to nie żaden magiczny pierwiastek zamknięty bezpiecznie w naszej własnej żelaznej szkatule odporny na bombardowanie zewnętrznych przekazów. To jedynie wypadkowa wiedzy, którą posiadamy i informacji, które z dużym prawdopodobieństwem i względną pewnością co do ich prawdziwości filtrujemy mniej lub bardziej świadomie. Ta nasza bezpieczna szkatuła jest więc w rzeczywistości bardziej pordzewiała i dziurawa niż stare rzeszoto.
Wiemy, że Ziemia jako planeta jest okrągła, nawet jeżeli większość z nas nie ma wiedzy ani możliwości by określić to samodzielnie, a już na pewno nie oglądało jej kulistości namacalnie z przestrzeni kosmicznej, przyjmujemy to jako powszechnie uznany pewnik, choć ledwie pięć, sześć wieków wcześniej wiedzę tą posiadały ledwo jednostki, a większość ludzi żyła w nieświadomości lub przekonaniu, że jest ona płaska jak stół. Identycznie, większość z nas nigdy nie była w Stanach Zjednoczonych, a jednak pobieżnie chyba każdy mógłby o tym kraju opowiadać obrazowo i całkiem dużo, nawet nie zdając sobie sprawy jak bardzo będzie daleko od rzeczywistości, co naturalne jeśli nigdy tam nie był.
W Truman Show, wykreowany świat był całkowicie fałszywy, tak dla jego bohatera, który o nim po prostu nie wiedział, jak i dla otaczających aktorów i telewidzów. Dla telewidzów był on po prostu z różnych powodów atrakcyjny, oglądali to co chcieli oglądać, świat zbliżony do rzeczywistości, podobny do tego który ich otacza, ale szczegółowo ubarwiany i kreowany przez producentów. Czy oglądany, odbierany, postrzegany przez nas Świat wydaje nam się absolutnie prawdziwy i czy słusznie?
Za Wikipedią: Teoria spiskowa – hipoteza postulująca, że grupa ludzi działa świadomie i w utajnieniu dokonuje aktów dążących do uzyskania korzyści własnych lub/oraz na szkodę innych grup. Częstymi przykładami mogą być: dominacja ekonomiczna, polityczna czy też militarna. W dyskusji pojęcie teorii spiskowej jest używane jako figura retoryczna mająca na celu dyskredytowanie opinii nie przystających do naszego światopoglądu. W potocznym mniemaniu argumenty teorii spiskowej bazują na opiniach oraz radykalnych poglądach osób tworzących tego typu hipotezy. Niemniej jednak teorie te budowane na podstawie faktów i w racjonalny sposób argumentujące ich prawdziwość, są bezpodstawnie traktowane przez większą część społeczeństwa jako fikcja. Konsekwencją tego jest często arbitralne, negatywne oraz obarczone błędem wnioskowanie o tej teorii już na wstępie.
Teoria spiskowa to cudowne hasło. Jakiekolwiek nieścisłości, wątpliwości w stosunku do określonych wydarzeń obarczone etykietą teorii spiskowej, już na samym wstępie tracą w swym szerszym odbiorze racjonalność i powagę, podążając ku skojarzeniom z wątpliwościami śmierci Elvisa Presleya, ku miejscowości Roswell, doniesieniami odnośnie niezidentyfikowanych obiektów latających i łopocząca amerykańską flagą na księżycu. Obdarzyć dane wydarzenie, mianem teorii spiskowej, znaczy paradoksalnie coraz częściej – dodać mu autentyczności, spłaszczyć postrzeganie szczegółów, natomiast wyostrzyć powielany przekaz ogólny.
Na początku lat osiemdziesiątych na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych zaobserwowano pojawianie się niezidentyfikowanych obiektów latających. Szybko zjawisko ufo, a raczej jego odbiór społeczny i medialny, przybrało niebotyczne rozmiary. Początkowo od relacji odnośnie nadzwyczajnych statków powietrznych o niespotykanych kształtach spodka, trójkąta i właściwościach przemieszczania się nietypowych dla zwykłych samolotów. Potem było już z górki, relacje odnośnie zielonych ludzików, porwań, bliskich kontaktów, implantów, pielgrzymki łowców ufo, apogeum stanowiło zainteresowanie Hoolywood i filmy takie jak „ET” czy „Bliskie spotkanie trzeciego stopnia”.
F-117 Nighthawk to amerykański odrzutowy samolot bombowy wykonany w technologii stealth wyprodukowany pod koniec lat siedemdziesiątych, oblatany w roku 1981. Konstrukcja wykonana w technologii „latającego skrzydła” zapewnia mu efekt zmniejszonej wykrywalności przez radary, wizualnie daje mu ona nawet na dzień dzisiejszy, specyficzny futurystyczny wygląd rodem z filmów science –fiction. Dopiero w 1988 UASF przyznał się do jego posiadania, publikując kilka niewyraźnych zdjęć. Czyli przez prawie osiem lat, w okresie zimnej wojny, był to samolot ściśle tajny, o ile coś wielkiego co lata i robi dużo huku, może pozostać tajne. Okazuje się, że może, choćby dzięki zielonym ludzikom i latającym spodkom, ale są to fakty dla niszowych pism sensacyjnych, nikt poważny nie potraktuje ich poważnie…
11. września 2001 o godzinie 8.42 Lot 93 United Airlines, startuje z 37 pasażerami i 7 członkami załogi z Newark International Airport w Newark w stanie New Jersey, w kierunku San Francisco International Airport w San Francisco. Boeing 757 startuje z 40-minutowym opóźnieniem spowodowanym zatłoczeniem pasów startowych.
O godzinie 9.28 trzech z czterech spośród porywaczy rozpoczyna opanowanie samolotu. Wiedzę o tym co działo się dalej na pokładzie samolotu, odwzorowano na podstawie ujawnionych zapisów rozmów z kokpitu odbieranych przez naziemną kontrolę lotów (porywacze nie wyłączyli łączności z ziemią), oraz zapisów z kabiny zachowanych dzięki czarnej skrzynce. Kolejne źródła to zarejestrowane rozmowy telefoniczne pasażerów i członków załogi do rodzin i władz. Szczegółowy opis prawdopodobnego przebiegu wydarzeń na pokładzie samolotu, wraz ze źródłami można znaleźć w internecie. Według nagrań, zamachowcy sugerując, że mają przy sobie bombę, zabili wpierw jednego z pasażerów, następnie dzięki zastraszeniu stewardessy dostali się do kokpitu, gdzie zabili obu pilotów oraz stewardessę. Za sterami zasiadł czwarty z porywaczy Ziad Jarrah, wyłączył transponder, zmieniając kierunek lotu w kierunku wschodnim.
Przestrzeń powietrzna USA patrolowana jest przez utrzymywane bez przerwy w powietrzu samoloty siedmiu wojskowych jednostek NORADu. Samoloty NORADu są w stanie dotrzeć do każdego zakątka Stanów Zjednoczonych w ciągu najwyżej 10 minut. Szczególnie chroniony jest północno-wschodni pas przestrzeni powietrznej USA, który stanowi najbardziej ruchliwe miejsce na kuli ziemskiej. W przeszłości, utrata sygnału czy też jakiejkolwiek łączności z samolotem, pociągała natychmiastowe powiadomienie NORADu, który kierował ku niemu patrolujące non-stop amerykańską przestrzeń powietrzną wojskowe myśliwce. Obrona powietrzna USA tego dnia stanowi ciekawy odrębny temat, opisany dość szeroko i łatwy do odnalezienia.
Porywacze lotu 93. zamknęli się w kokpicie, pozostawiając pasażerów samych. Pomiędzy 9.30, a 9:55 wykonali oni dość swobodnie wiele rozmów telefonicznych, przekazali w nich sporo informacji o sytuacji w samolocie, oraz dowiedzieli się o wydarzeniach na Manhattanie. Kilku z pasażerów, świadomych samobójczego lotu, w rozmowach wyjawia zamiar zaatakowania porywaczy.
O 9:57 pasażerowie kierują się przez przedział pierwszej klasy w stronę kokpitu. Pilotujący samolot rozpoczyna kilka serii nerwowych manewrów na boki, a później w dół i górę w celu wytrącenia pasażerów z równowagi. Pomimo tego pasażerowie nie rezygnują, by dostać się do kokpitu. Porywacze cały czas głośno dyskutują. Godzina 10:00 Jarrah pyta jednego z kompanów: -Czy to już? Mam to kończyć? – Nie jeszcze nie, skończymy jak tu wejdą. Kilkanaście sekund później słychać głos jednego z pasażerów: – Kokpit! Jak się nie uda zginiemy! Po kolejnych kilkunastu sekundach: -Uderzamy! Pasażerowie próbują wyważyć drzwi kabiny pilotów.
Godzina 10:02:23 Słychać ostatnie nerwowe okrzyki porywaczy (-Kończymy? Mam go rozbić? –Tak, rozbijaj, rozbijaj!). Odczyty wykazują silny ruch wolantu na prawo, samolot przewraca się na plecy, jeden z porywaczy wykrzykuje –Allach jest wielki…
Podaje się, że zgodnie z ostatnim zapisem danych przez czarną skrzynkę o godzinie 10:03:10 samolot ulega katastrofie w okolicach Stonycreek Township w Pensylwanii.
Wcześniej o godzinie 8.40 FAA (Federalna Agencja Lotnictwa) powiadamia NORAD (Dowództwo Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej), o porwaniu lotu 11, natomiast o godzinie 8.43 o porwaniu lotu 175, o 9.24 obie agencje ustanawiają gorącą linię aby rozpatrzyć przypadki lotu 77, wkrótce potem lotu 93.
O 8:46 porwany lot 11 rozbił się o północną wieżę WTC. O 9:03 porwany lot 175 rozbija się o południową wieżę WTC. O 9:37 porwany lot 77 rozbija się o zachodnie skrzydło Pentagonu. Pokazuje to, drastyczną różnicę między założeniami wiążącymi NORAD, a jego efektywnością zarówno w wykrywaniu jak i przechwytywaniu samolotów.
Małe fragmenty Boeinga lotu 93 znaleziono ponad 10 km od miejsca upadku, jeden z silników kilkaset metrów od miejsca katastrofy. Oficjalne zeznania świadków pochodzące ze śledztwa, mówią o obecności w pobliżu małego odrzutowca, oraz odgłosach eksplozji jeszcze przed upadkiem samolotu. Już po rozpoczęciu buntu, jeden z pasażerów w rozmowie telefonicznej mówi o eksplozji i dymie na pokładzie. Z innego równoległego połączenia z samolotu daje się słyszeć jakby silny wiatr. Samolot spada w pozycji odwróconej i uderza w ziemię pod bardzo wysokim kątem, niczym bez ciągu silników. Odczyty sejsmiczne najbliższych stacji jako godzinę uderzenia wskazały godzinę 10:06:05 z dokładnością do 5 sekund. 10:06 podaje wieża kontroli lotów w Clevland jako godzinę utraty samolotu na radarze. Tą samą godzinę podawano oficjalnie przez kilka dni po katastrofie, co zresztą odnotowały media. Gdzie więc są trzy minuty między upadkiem, a ujawnionym zapisem czarnych skrzynek?
Mniej więcej w tym samym czasie, podaje się, że około godziny 10:00, wiceprezydent Dick Cheney jest informowany, że jeden z porwanych samolotów kieruję się na Waszyngton, myśliwce otrzymują rozkaz by strzelać. Później podaje się, że chodziło o lot 77 American Airlines, który uderzył już wcześniej w Pentagon, a NORAD zwyczajnie się pomylił.
Jakieś pół godziny później Cheney w rozmowie z sekretarzem Obrony Rumsfeldem informuję go, że wydał lotnictwu rozkaz strzelania do porwanych samolotów. (Trudne do uwierzenia wydaje się, że rozkaz ten padł tak późno, choć tłumaczyłoby to w jakiś sposób nieporadność sił lotniczych względem pozostałych samolotów, nieporadność bojową, ale nie ich nieobecność. Znalazłem informację, że Bush, który jak wiadomo jeszcze do około 9:15 czytał dzieciom bajki o kózce, wydał ten rozkaz niezależnie, jeszcze przed Cheneyem.)
Cheney: – Trzykrotnie odebraliśmy raporty, że samoloty lecą na Waszyngton. Kilka z nich uznaliśmy za porwane. Zgodnie z instrukcjami prezydenta wydałem rozkaz, by je strącono.
Rumsfeld: – Tak, rozumiem. A komu bezpośrednio wydałeś ten rozkaz?
Cheney: – Przekazano go stąd, ze schronu, przez centrum operacyjne Białego Domu.
Rumsfeld: – OK. Ale mogę spytać, czy ten rozkaz został przekazany myśliwcom?
Cheney: – Tak.
Rumsfeld: – Czyli mamy teraz w górze kilka samolotów, które znają ten rozkaz?
Cheney: – Zgadza się. I jak rozumiem, one już zestrzeliły kilka samolotów.
Rumsfeld: – Na to nie mamy potwierdzenia. Słyszeliśmy, że jeden samolot spadł, ale żaden z naszych pilotów jeszcze nie zameldował o zestrzeleniu
Około 11:15 Doniesienia, o zestrzeleniu jakiegoś obiektu w okolicach Waszyngtonu przez samoloty F15. Nie potwierdzono ich później.
Jeżeli pewne teorię zarzucają amerykańskiej obronie powietrznej nieudolność na granicy celowego wyrafinowania wyliczając kolejno z jak niską prędkością musiałyby lecieć dane myśliwce aby nie przechwycić lotów 11, 175 i 77, a następnie wskazują, że lot 93 nie rozbił się samodzielnie, ale został absolutnie zestrzelony, to ja nie znajduję w tych teoriach krzty logiki.
W co jednak chcemy wierzyć? W heroiczne historie, w które tak łatwo irracjonalnie jesteśmy w stanie uwierzyć bo przecież widzieliśmy je wielokrotnie….na ekranach kinowych. Czy może w twardą rzeczywistość fanatycznych terrorystów, rozbijających sterroryzowane samoloty o budynki wypełnione tysiącami ludzi. Czy ponad godzinę po pierwszym zamachu, już po trzech uderzeniach samolotów, po zawaleniu się jednej z wież, amerykańska obrona powietrzna i amerykańskie władze mogły sobie pozwolić na nie strzelanie do lotu 93? Był on do osiągnięcia dla samolotów strzegących już w tym czasie przestrzeń nad Waszyngtonem, (które nie zdążyły wcześniej przechwycić lotu 77) w czasie grubo poniżej 10 minut.
O zestrzeleniu lotu 93 początkowo byli przekonani sam Cheney, niektórzy z amerykańskich pilotów (np. Major Daniel Nash), Bush na wieść o katastrofie lotu 93 pytał “Czy zestrzeliliśmy ten samolot czy sam się rozbił?”. Czy aby dnia 11. września nad niewielkim miasteczkiem w Pensylwanii w przeciągu kilku minut, nie skrzyżował się heroizm zwykłych Amerykanów, fanatyzm islamskich bojowników i poczucie służby nieznanego pilota myśliwskiego broniącego przecież ojczyzny?
Pasażerowie lotu 93 mieli wyjątkowego pecha. Ich tragedia miała miejsce 11. września 2001 i nie była tragedią pojedynczą, ale jedną z wielu. Był to jeden z czterech uprowadzonych i rozbitych tego dnia samolotów. Już samo tło katastrofy lotu 93 stanowi, że prawda o niej nie jest nikomu obojętna. Ciężko przygotować spisek na miarę 11. września, ale czy ciężko zmienić jedynie kilka niewygodnych faktów odnośnie strzelania do własnego samolotu i obywateli, zasłaniając cały ciąg nielogicznych zdarzeń jedynie powszechnym chaosem i bałaganem? Nawet jeżeli mogła to być decyzja niezwykle bolesna, niezaleznie od wyboru tylko zła, to w danej chwili całkowicie rozsądna i zrozumiała, choć po ostudzeniu emocji z całą pewnością bardzo kosztowna politycznie.

Miejsce katastrofy Boeinga United Airlines lot 93 nieopodal Stonycreek Township w Pennsylvanii.